niedziela, 19 stycznia 2014

Epitafium dla Bretonnii

Trzęsienie ziemi, które w warhammerowej niszy Internetu wywołała plotka o zmianach w Games Workshop dotarła właśnie do Minas Kolmar.

Nie mogła nie dotrzeć. Najbardziej chyba szokująca jej część, ta dotycząca kasowania czterech list armijnych z WFB dotyka mnie szczególnie: skazuje na powolną, chadecką śmierć moją ukochaną armię z tego uniwersum, dumnych kopijników z Bretonnii. To pierwsza i właściwie jedyna moja armia z tego settingu (posiadane Imperium nigdy jeszcze nie zostało przeze mnie wyprowadzone na pole chwały), armia dla której stworzyłem fikcyjne Hrabstwo Montbart w księstwie Quenelles, armia z którą jestem już od ośmiu lat. Wykonana na niej egzekucja zabiłaby i małą cząstkę mnie. I co prawda nie wierzę w dosłowność tej plotki, uznałem jednak, że to doskonały moment by oddać Bretonnii hołd opisując jej powikłane początki w staroświatowym settingu.

Pierwsze lata WFB są dla mnie oczywiście najbardziej tajemnicze. Jak już pisałem w innym wpisie, do uniwersum wkroczyłem dopiero wraz z ostatnią dekadą XX wieku, a i wtedy dość długo była to miłość platoniczna, opierająca się na lekturze dwóch bodajże opowiadań w Nowej Fantastyce. Początki bohatera wpisu są dużo wcześniejsze. Bretonnia po raz pierwszy pojawiła się w 1985 roku w książce Battle Bestiary, elemencie triady podręczników tworzących drugą edycję WFB. Pojawiła się epizodycznie, w najmniejszym możliwym znaczeniu tego słowa: sekcja listy armijnej „Old World Imperialists” (urocza nazwa swoją drogą, tak rodziło się współczesne Imperium) zawierała wzmiankę o geografii Starego Świata. Czytamy tam, że Imperium (które nawiasem mówiąc jest jeszcze nie „największym” lecz „jednym z największych” państw kontynentu) graniczy z Wielkim Księstwem na północy (to państwo jest dla mnie kompletną enigmą, najwyraźniej Imperium nie leżało jeszcze nad Morzem Szponów; może reminiscencja Litwy/Moskwy a więc Kislev?) a Brettończykami (!) na południu (!). Zamiast dwóch „n” mamy więc dwa „t” a sam kraj ze współczesnej południowo – zachodniej orientacji wobec Imperium przesunięty był nieco w kierunku wschodnim. Nie znajdziemy tam o „Brettończykach” niestety nic więcej, aczkolwiek wzmianka o południowym położeniu ich ojczyzny miała nas być może naprowadzać na następną listę armijną, czyli „Old World Southern City States”. Teza dosyć bluźniercza, gdyż mamy tu przecież do czynienia z zarodkiem przyszłej Tilei, aczkolwiek pamiętać warto iż trzon armii tych tajemniczych miast - państw tworzyły oddziały rycerzy (konnych i spieszonych) oraz masy zbrojnych (Man at Arms, również w wersji kawaleryjskiej i pieszej). Zgrozą przepełnia mnie fakt, iż ówczesne rycerstwo szczyciło się cechami Leadership i Cool (testowany w momentach zagrożenia) na poziomie 7 – a współcześni, lepsi od nich w tej mierze o jeden punkt Ld Knights of the Realm intensywnie tego typu testy u mnie oblewają. Jeśliby ta naciągana spekulacja była prawdą (ja w nią nie wierzę) i „Brettonia” w swych pradziejach kryła się wśród miast – państw południowego wybrzeża Starego Świata, to tak wyglądaliby przodkowie współczesnych rycerzy Pani:



Jeżeli już bawimy się w snucie spekulacji, to możemy cofnąć się jeszcze wcześniej, w przedziwne, archaiczne czasy pierwszej edycji WFB. Gra była wtedy egzotycznym amalgamatem elementów gry bitewnej i RPG w którym armia powstawała dzięki wcześniejszemu losowaniu jednostek. W 1984 roku pierwsza edycja WFB wzbogaciła się o obszerny, pudełkowy dodatek „Forces of Fantasy” z czterema podręcznikami w środku. Pierwszy z nich nazywał się po prostu „Forces of Fantasy vol. 1” i zawierał listy armijne. Listy są mocno „generyczne” i grają na mocno już wtedy zakorzenionych standardach fantasy (aczkolwiek wśród "Krasnoludów", "Gnomów", "Leśnych Elfów" czy "Goblinów" pojawiają się tu też Slannowie). Wśród nich znajduje się lista Men of the West. Ludzie Zachodu żyją w feudalnych monarchiach o ściśle zhierarchizowanych społecznościach z dominującymi arystokratami i rycerstwem. Co ciekawe, jest tam zapis że KAŻDE ich państwo rządzone jest przez króla. Oznacza to, że w tym pierwotnym, mgławicowym jeszcze uniwersum z pewnością nie było dzisiejszego Imperium w żadnej, nawet najbardziej zarodkowej postaci (pozostałe frakcje ludzi też do niego tam nie pasują: „Men of the East” to Arabia, „Men of the North” to Norsowie a „Men of the Orient” to prapoczątki Nipponu). Men of the West ze swoją poruszającą się osiem cali ciężkozbrojną konnicą, formacjami długich łuków i chłopską piechotą są w swoim wzorowaniu się na XIII – XIV wiecznym Zachodzie prawdziwymi przodkami idei Bretonnii. W tym ujęciu Bretonnia staje się najstarszą armią homo sapiens ciągle istniejącą w WFB, o rok starszą od obecnie sztandarowego Imperium. I naprawdę ktoś w Nottingham chce ją zlikwidować? Absurd!  
Men of the West w całym swoim bretońskim splendorze

3 komentarze:

  1. Przyznam, że wertując materiały do pierwszej edycji bitewniaka, byłem zdumiony. To klasyczny ("generyczny") pseudo-średniowieczny setting, niewiele mający wspólnego z późniejszym obliczem tego uniwersum. Dodajmy, że kraina miast na południu to po prostu Italia - nikt nawet nie silił się na anagramy. Na obronę imperium powiem tylko, że władcy średniowiecznych Niemiec nie zawsze nosili tytuł cesarski, po elekcji byli "królami rzymskimi" i dopiero papież formalnie koronował na cesarza, czasem wiele lat później, czasem nigdy :P niemniej jednak mogło tak być, że koncept imperium dopiero ewoluował i domyślnym ustawieniem była Anglia i Francja. Zgadzam się, że "ludzie Zachodu" wyglądają jak feudalne pospolite ruszenie, a "feudałowie" z White Dwarfa to bardziej uczestnicy krucjat niż zbrojni AD 1502-1515 (daty graniczne WFRP 1E to 2502-2515).

    Echa tego stanu rzeczy pobrzmiewają jeszcze w pierwszym WFRP. Niby mamy już niemiecki vibe Imperium, ale w dalszym ciągu pojawiają się postacie o imionach: Clem Shirestock i Mallory, a podstawowy najemnik lub żołnierz mają "koszulkę kolczą lub napierśnik, tarczę i łuk lub kuszę wraz z amunicją". Tymczasem powinni mieć przynajmniej procentową szansę na posiadanie umiejętności broni specjalnej (pikę, halabardę, broń dwuręczną lub palną). To jest problem większości gier fantasy (także np. Warcraft), gdzie podstawową jednostką w quasi-XV wieku jest piechur w płytówce z mieczem i tarczą - rzecz skrajnie nierealistyczna. Broń drzewcowa i dwuręczna była na porządku dziennym: spieszone rycerstwo z wojny stuletniej i wojny dwóch róż, Szwajcarzy, landsknechci - przykładów jest aż nadto. WFB 2E już to trochę poprawia (choć obok pikinierów i halabardników wciąż mamy tych nieszczęsnych men-at-arms z tarczami), a w pełni rozwijają armijne podręczniki od 3E wzwyż. Tak samo w zakresie organizacji sił zbrojnych - można odnieść wrażenie, że to ciągle świat feudalnych powinności, pospolitego ruszenia feudałów i ich pocztów, uzupełnianych w razie potrzeby najemnikami i zakonnikami. Jednak im dalej w las, tym więcej regularnych formacji, wojska stałego, co jest z drugiej strony przegięciem w drugą stronę - epoka wojska stałego to jednak wiek XVIII, a tradycje 17. regimentu piechoty z Nuln stacjonującego w Pfeildorfie przypominają raczej wojny napoleońskie ;)

    Anyway, zamach na Bretonnię uważam za skandaliczny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pierwsza edycja bitewniaka to był chyba eksperyment jedynie, z kilkoma niezależnymi źródłami idei wrzucanych do jednego worka.

      Usuń
    2. A co do tych królów niemieckich, to mimo wszystko od Ottona raczej było oczekiwanie, że są namaszczeni na bycie imperatorami (i duża część ich polityki była przez to zdeterminowana). Choć oczywiście sformalizowane to nie było (co próbowali wyzyskać Walezjusże w XVI wieku)

      Usuń