Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sons of Horus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sons of Horus. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 września 2018

Shadows of Treachery

   Blog w uśpieniu, ale jednak trochę w moim hobbystycznym świecie się dzieje :) Dla ożywienia: słów parę o ostatniej herezyjnej lekturze, antologii "Shadows of Treachery" zredagowanej przez Christophera Dunna i Nicka Kyme`a (no, to akurat nie jest dobra zachęta...). (uwaga, stosuję oceny szkolne)


The Crimson Fist 

   Głównym bohaterm jest tu Alexis Polux, kapitan 405. kompanii Imperial Fists... i, jak łatwo domyślić się po tytule, przyszły założyciel zakonu Crimson Fists. Dowodzi on ogromną Retribution Fleet, która miała wspomóc lojalistów na Istvaanie. Nie wspomogła, dostała się w pułapkę w systemie Phall, gdzie następnie doszło do masywnej bitwy kosmicznej z Iron Warriorami. 

   To chyba pierwszy raz, gdy możemy dłużej spojrzeć na Perturabo, prymarchę Iron Warriorów. Cóż, niewiele nam to opowiadanie o nim mówi poza tym, że najwyraźniej jest zimnym psychopatą (w tej rodzinie to chyba norma). Sam Polux wygląda jak wielu innych Astartes, aczkolwiek wątpliwości które nim targają dodają mu trochę flavoru. Słabo (bardzo) wypada wątek Sigismundusa i focha, którego strzela wobec niego sam Rogal Dorn (oj stracił w moich oczach trochę). Bitwa w Phall pokazana jest za to znakomicie, bez tej nic nie znaczącej gadki o krwawych stratach i męstwie (to znaczy: one tam są, ale jest też opis tego, a jaki sposób działają obie floty). Intrygująco to się wszystko kończy, generalnie jestem na tak.
4-

The Dark King 

   Debiutów ciąg dalszy. Tym razem spotykamy się z Konradem Curze, prymarchą Night Lords którzy dotąd pojawili się bodajże tylko w drobnym epizodzie "Deliverance Lost". McNeill bierze na warsztat chwilę szczególną: moment, gdy Curze wpada w szał i jak rozumiem decyduje o zdradzie. "Jak rozumiem", gdyż w ogóle to opowiadanie jest niejasne, motywacje Night Huntera nonsensowne, a jego nagły napad szału w którym atakuje Dorna powoduje u mnie jeden, nieustający WTF. Niby to wszystko jest fajnie napisane, ale kompletnie mi się nie klei. I jedno pytanie: jak siły lecące na Istvaan mogły po tym wszystkim zaufać Władcom Nocy?!?
2+


The Lightning Tower 
   Abnett w wysokiej formie. To właściwie druga część „The Dark King” która sporo wyjaśnia, choć nie wszystko. Znowu Imperial Fists w rolach głównych, początek antologii został przez nich zdecydowanie zdominowany, łącznie z okładką (i dobrze, byli zaniedbywani).
4


The Kaban Project 
   Ta nowela odchodzi od Imperial Fists i przenosi się na Marsa, niedługo przed wydarzeniami „Mechanicum”. Fabuła jest do bólu prosta: adept pracujący nad maszyną Kaban odkrywa jej samoświadomość i wpada w panikę, nie rozumiejąc, że jego skorumpowanym przełożonym właśnie o to chodzi. Konkluzja tej historii jest dla każdego znającego fabułę Mechanicum oczywista, ale mimo to prowadzona jest zgrabnie, a smaczek Mechanicum jest wyraźny. Polecam.
4-


Raven’s Flight 
   Opowiadanie Gava Thorpe’a jest prequelem do „Deliverance Lost” i jest niejako uzupełnieniem noweli „Face of Treachery” z tomiku „Age of Darkness”. Głównym bohaterem jest Marcus Valerius, zwykły (no, nie do końca taki zwykły) gwardzista z Imperial Army, który jest prześladowany przez wizje masakry Kruczej Straży na Isstvanie. Wizje, które w efekcie uruchomią misję ratunkową dla Coraxa. Czyta się dobrze, całkiem zgrabne są refleksje Coraxa na temat tego, jak bardzo zawiedli Astartes w godzinie próby. No i przedstawiono niezwykły feature tego prymarchy, umiejętność unikania uwagi widzących go wrogów.
4-


Death of the Silversmith 
   W tej miniaturce wracamy na pokład flagowej jednostki Horusa Luperkala. Ma to opowiadanko w sobie nieodparty czar, pomimo nieskomplikowanej fabuły, która jest prequelem do „Horus Rising”. Najważniejsza myśl tego tekstu: zepsucie dotarło do Wilków Luny na długo przed działaniami Erebusa.
4


Prince of Crows 
   Antologię zwieńcza mój ulubiony Aaron Dembski-Bowden. I oczywiście się nie zawiodłem: znowu jest to znakomite operowanie zdaniem, znowu są wyraziści bohaterowie (rzadkość w tym uniwersum), znowu fabuła jest o CZYMŚ. Jeden drobiazg jednak obniża ocenę: nowela wydaje się być ucięta w pół, zdecydowanie wymaga ciągu dalszego. Bohaterem jest Jago Sevatar, często wspominany w trylogii Night Lords i spotkany już w Herezji choćby w "Deliverance Lost". Sevatar desperacko próbujący ratować resztki floty Night Lords z katastrofalnej klęski zadanej im przez Dark Angels jest, co normalne w tym legionie, mieszaniną brutalności i elementów dziwnej szlachetności. Pod tym względem zdecydowanie przewyższa drugiego z bohaterów, samego Konrada Curze, który dzielnie tu walczy w nieoficjalnym konkursie na najbardziej porąbanego prymarchę z Angronem i Lionem.
4-

Ogólnie: 4-

poniedziałek, 5 marca 2018

Fear To Tread

To już moje 21. spotkanie z Herezją, więc raczej wiedziałem, czego mogę się spodziewać. I cóż, dostałem to.

Jest więc tu niemożliwie dużo patosu, ogromne ilości bitewnego zgiełku, są drobne POV zwykłych homo sapiens obserwujących z trwogą Astartes, jest Erebus (nie wiem czy nie najczęściej pojawiający się bohater w przeczytanych dotąd przeze mnie tomach cyklu), jest zdrada i jest poświęcenie. Wszystko, za co można to uniwersum kochać. I ze względu na co można nim gardzić.

Fabuła wraca do początków wojny (znowu! :) ), by przyjrzeć się sytuacji w jakiej znalazły się wtedy Krwawe Anioły. Mi generalnie zresztą wcale ten ciągły chronologiczny restart nie przeszkadza: w całej Herezji Horusa najciekawszy dla mnie jest jej początek, tem delikatny moment, gdy towarzysze broni zaczynają do siebie strzelać. Rolę czarnych charakterów biorą tu na siebie standardowo Głosiciele Słowa z Tanusem Kreedem na czele. Niestety, Swallow nie wysilił się by zrobić z nich cokolwiek więcej, niż tylko zacierających rączki szalonych czarowników/kapłanów. Są jednowymiarowi, standardowi do bólu. Działają na rozkaz Horusa: wciągają siły całego legionu Sanginiusa do systemu Signus, który jest jedną wielką demoniczną pułapką.
Demony są o dziwo ciekawsze od Kreeda i jego ponurej bandy. Szczególnie Ka’Bandha: nie jest bezmyślną, ślepą furią, czego moglibyśmy oczekiwać od sługi Boga Krwi. Lubię szczególnie pierwsze momenty wkraczania Aniołów do systemu Signus, gdy Chaos przejawia naprawdę sporą inwencję w podrywaniu pewności siebie wojowników IX legionu. Później zmienia się to niestety w coraz powszechniejszy jazgot bolterów. Trochę szkoda mi niewykorzystanej moim zdaniem fabularnie bitwy pod Katedrą Znaku. Walczy tam ponad 100 tysięcy Aniołów, początkowo całkiem regularnie, tu aż prosi się o jakiś rzut strategiczny, o jakieś przesuwające się skrzydła... nie, lepiej pisać o dziesiątym rozerwanym demonie.
Krwawe Anioły przedstawione zostały zgrabnie, choć bez uniesień. Jest kilku głównych POV: Meros, Aptekarz rzucony przez los na pierwszą linię walki o ocalenie legionu, Raldoron, kapitan I Kompanii (a więc oficerska szycha w strukturach legionu, aczkolwiek ciągle pomniejszana przez dowódcę Sanguinary Guard), Kano, były Librarian. Standardowo w tych książkach niespecjalnie się od siebie odrożniają, ale... pod koniec książki doceniłem Merosa. Ta jego prostolinijność miała w sobie jednak siłę.
Cóż, niezmiernie rzadko w tych książkach spotkać możemy interesujących bohaterów, tu interesująca bywa historia i świat. Tutaj te elementy nie zawodzą. Nie ma tu może szokujących momentów, które zostawią nas z poczuciem oczyszczenia, ale mamy tu do czynienia z solidną fabułą, która może gdzieniegdzie ma swoje potknięcia, ale w całości prezentuje się dobrze.
Dla fanów uniwersum: polecam.
Dla niefanów: no cóż, może być różnie.

niedziela, 3 stycznia 2016

Age of Darkness

Znowu długo mnie nie było :)

Aby udowodnić, że w kazamatach Wieży nadal coś się dzieje, podzielę się z Wami (jeśli jeszcze ktoś tu zagląda ;) ) moimi odczuciami na temat ostatnio przeczytanej przeze mnie pozycji spod znaku Horus Heresy. Szesnasty tom cyklu jest antologią i nosi niewyszukaną, w pewnym sensie klasyczną dla uniwersum nazwę Age of Darkness.

Książka jest swego rodzaju oddechem po wielkich wydarzeniach poprzednich tomów. Nie ma tu kolosalnych bitew lądowych ani majestatycznych konfrontacji w próżni kosmosu. Generalnie fabuły tych nowelek rozgrywają się w drugim - trzecim roku wojny domowej, już po dropsite massacre ale jeszcze zanim to wszystko nabierze najbardziej monumentalnego rozmiaru. Jedynym elementem jakoś tam spinającym całość (prócz samej Herezji rzecz jasna) jest rodzące się Imperium Secundus, o którym czytamy tu chyba po raz pierwszy (wspomina się o tym projekcie szefa ultramarynów w pierwszym i ostatnim opowiadaniu zbioru). Poniżej moje luźne spostrzeżenia na temat wszystkich nowel należących do tego zbioru, do każdego dołączyłem ocenę w skali szkolnej. Na koniec jeszcze ogólne zestawienie przeczytanych przeze mnie herezyjnych tomików.



Rules of Engagement - Graham McNeill
Cóż, wielkie "horusowe" nazwisko, ale samo opowiadanie na kolana nie rzuca. Głównym bohaterem jest Remus Ventanus, dowódca 4 Kompanii Ultramarines, który prowadzi zacięte walki odwrotowe na planetach Ultramaru. Wojownicy Guillimana atakowani są zarówno przez siły Horusa Lupercala, jak i lojalistów wstrząśniętych secesją XIII Legionu (w związku ze wspomnianym przeze mnie wcześniej konceptem Imperium Secundus). Cała ta seria kolejnych starć (Ventanusowi przyszło tu walczyć po kolei z byłymi braćmi ze Straży Śmierci, Pożeraczy Światów, Salamander (!) i Synów Horusa) jest mocno nużąca, a taktyczne zagrywki rodem z Codex Astartes niezbyt wysublimowane. Na końcu jest mocny zwrot akcji... ale dla mnie jest on nieco przekombinowany i słaby.
Ocena: 3

Liar`s Due - James Swallow
Tu z kolei jest znakomicie. Swallowa poznałem ze średnio udanego Eisensteina i całkiem udanego Nemesis, tutaj jest zdecydowanie najlepszy. Akcja noweli toczy się na totalnej prowincji Imperium, na rolniczym świecie Virger-Mos II, a dokładniej w miejscowości o malowniczej nazwie 44. Forty-Four rozrosło się wokół stacji windy orbitalnej i jest niewielką, odizolowaną osadą w której żyje między innymi młody bohater tej historii, Leon Kyyter. Senny rytm życia zakłóca wiadomość, iż siły Horusa Lupercala właśnie zdobyły Terrę... No znakomita miniaturka, naprawdę. Nastrój zapomnianej przez wszystkich dziury zderzającej się nagle z Historią robi tu znakomitą robotę.
Ocena: 4+

Forgotten Sons - Nick Kyme
Tu jestem trochę rozdarty, bo znakomity początek został mocno popsuty przez słaby koniec. Opowiadanie traktuje o dwóch równoległych misjach dyplomatycznych, które równocześnie przybywają na przemysłową planetę Bastion. Obie strony galaktycznej wojny chcą, by Bastionici stanęli po jednej ze stron, Imperium reprezentują dwaj Astartes: Salamandra Heka`Tan i Ultramarine Arcadese. Zaczyna się intrygująco, potem jednak akcja staje się nielogiczna i kulawa. Koncept dziwnego asasyna, przedziwne działania sił Horusa... Jakoś mnie to nie przekonało.
Ocena: 3




The Last Remembrancer - John French
Krótka nowelka o Solomonie Voss, spamiętywaczu samego Horusa Lupercala. Protagonista został przechwycony przez siły imperialne i został osadzony w tajnej fortecy ulokowanej na Tytanie (dla grających w WH40k nie jest ona taka znowu tajna ). Niemal całe opowiadanie traktuje o przesłuchaniu, w którym Voss konfrontuje się z prymarchą Imperialnych Pięści i Iactonem Qruze, starym, znajomym Wilkiem Luny z pierwszych części cyklu. Tekst jest poprawny, zakończenie niegłupie.
Ocena: 4-

Rebirth - Chris Wraight
To był mój pierwszy kontakt z tym autorem i jestem bardzo mile zaskoczony! Moim zdaniem to najmocniejszy punkt antologii, choć ma wielu silnych rywali. Fabuła prezentuje nam grupę Tysiąca Synów, która podczas masakry na Prospero podróżowała przez Osnowę. Powrót na ojczystą planetę jest więc dla nich małym zaskoczeniem...
Nowela jest rewelacyjna. Ma smakowity, fabularny twist, nie obraża mojej inteligencji no i zawiera kolejne mocne mrugnięcie okiem dla fanów pewnej gry komputerowej i chapteru się z niej wywodzącego...
Ocena: 5-

The Face of Treachery - Gav Thorpe
A tu obniżenie lotów, choć nie dramatyczne. Odwiedzamy znowu system Isstvan, tym razem z grupą Kruczej Straży która tak jakby spóźniła się na starcie i zderza się z Pożeraczami Światów. Przeczytałem i ledwo pamiętam treść, choć jest tam ważny dla uniwersum epizod dotyczący jednego z prymarchów.
Ocena: 3+

Little Horus - Dan Abnett
To jest opowiadanie jakby wprost skierowane do tych, którzy są fanami przede wszystkim początkowej tetralogii cyklu. Horus Aximand prowadzi tu kampanię na planecie Dwell i zmierzyć się musi z nowym obliczem Legionu oraz pewną niemiłą niespodzianką. Cóż, napisane jest sprawnie... ale tak jakby nie do końca wiem po co, gdyż nic ważnego mi o Małym Horusie ono nie mówi.
Ocena: 3+

The Iron Within - Rob Sanders
A tu jest znakomicie. Głównym bohaterem jest Warsmith Żelaznych Wojowników Barabas Dantioch, ciężko poraniony podczas walk z hrudami i pozostawiony z małą załogą na świecie Mniejsza Damantyne. Wieści o Herezji nadciągają do niego niemal równocześnie z flotą jego Legionu... i Dantioch musi dokonać wyboru swej przynależności. Mocna batalistyka, mocne zakończenie, Warhammer w swej esencji.
Ocena: 4+

Savage Weapons - Aaron Dembski - Bowden
Mój czterdziestkowy ulubieniec nie zawodzi. Odwiedzamy Mroczne Anioły, które na początku trzeciego roku wojny domowej walczą (a jakże!) z Władcami Nocy. Opowiadanie przez jego większość wydawało mi się dobre, lecz nie wybitne... aż do zakończenia, które jest prawdziwą perełką. ADB nie zwalnia!
Ocena: 4+


Ocena całości: 3+